Powrót

Pro Memoria

poniedziałek, 2.maja.2011, 23:00


Gracia miała siedem lat. Stała nad grobem swojej matki na małym cmentarzu w Hogsmeade i nie mogła uwierzyć, że nigdy już nie usłyszy ciepłego głosu Milagros Dumbledore. A jednak jej śmierć stała się faktem.
Pamiętała długie miesiące choroby matki. Znów przeżywała ciężkie tygodnie, podczas których z każdym dniem młoda czarownica była coraz słabsza i coraz bardziej poddawała się skrofungulusowi. Widziała przed oczami umęczoną twarz swojego ojca Aberfortha, który z każdym jękiem ukochanej żony coraz gorzej radził sobie ze swoimi obowiązkami. Pamiętała maj, kiedy to wezwano jej ciotkę, do umierającej siostry i chwilę, w której po raz pierwszy ją zobaczyła.

Chłodna i wyniosła Landra Navarro czuwała przy siostrze dzień i noc. Spędzała długie godziny na rozmowach z dochodzącym uzdrowicielem. Dostawała białej gorączki, gdy pani Dumbledore, która chciała być blisko męża i córeczki, odmawiała przewiezienia jej do Kliniki Magicznych Chorób i Urazów św. Munga w Londynie, bo w domu nie można już było jej pomóc.
- Swoim uporem doprowadzisz do tego, że opuścisz ich na zawsze - powiedziała ze złością ciotka pewnego dnia i wyszła przed dom zapalić papierosa.
Wtedy nie wiedziała jeszcze, jak prorocze okażą się jej słowa. Pomimo pogarszającego się z godziny na godzinę stanu Milagros Dumbledore, wszyscy mieli jeszcze nadzieję.
I nadszedł sierpień. Ciemna, ale gwieździsta noc. Jęki bólu matki nie dawały Gracii zasnąć. W pewnej chwili ucichły. Landra Navarro nie poprosiła o kolejny kompres dla gorączkującej siostry. Wyszła z pokoju dopiero kwadrans później. Cała się trzęsła, a na bladych jak porcelana policzkach widać było ślady świeżych łez, za nią wyszedł uzdrowiciel. Ciotka szczelniej otuliła się cienkim, granatowym szlafrokiem rozerwanym w kilku miejscach i pokręciła głową. Niczym dzwony, zadźwięczały jej kolczyki w kształcie półksiężyców, które zawsze nosiła:
- Niestety - powiedziała, a w jej głosie wyczuwało się chłód.
Słowo to, jak szpilka wbiło się w serce Gracii, nie była w stanie ruszyć się z kanapy. Ojciec wydał z siebie odgłos zarzynanego zwierzęcia i jak burza wypadł z pokoju, pędząc do sypialni zmarłej żony. Rozległ się stukot obcasów ciotki i dziewczynka poczuła, że ktoś bierze ją na ręce. Landra Navarro zaniosła ją do jej pokoju i położyła do łóżka. Poprawiła kołdrę:
- Poradzicie sobie  - szepnęła, całując siostrzenicę w policzek.
Gracia przez chwilę przytrzymała ją przy sobie. Zachowanie ciotki było dziwne, ale pozwalało jej myśleć, że nie została sama.
Wszedł uzdrowiciel i wniósł jakiś eliksir. Panna Navarro wyjęła mu go z rąk i przytknęła do ust siostrzenicy:
- Wypij to, proszę - powiedziała. - Chcę, żebyś zasnęła i nie miała żadnych snów.
Gracia posłusznie wykonała polecenie. Sama tego chciała, poza tym, ciotce nie należało się sprzeciwiać.
Nad ranem niestety została obudzona przez niesforną kotkę cioci, której ulubionym zajęciem było wskakiwanie ludziom na brzuchy, zwłaszcza kiedy spali. Odruchowo strąciła z siebie Brunę i dopiero wtedy  zaczęły wracać do niej wspomnienia. Zeszła na dół, chciała się przytulić do cioci, ale nie było jej w salonie, gdzie zwykle spała.
Stała z ojcem Gracii na tarasie. Nad nimi migotały setki gwiazd. Patrzyli na majaczący w oddali zamek Hogwart, w którym mieściła się Szkoła Magii i Czarodziejstwa, teraz jeszcze ciemny i nieprzystępny, ale w ciągu roku szkolnego przyciągający mieniącymi się w oknach światłami. Ciotka znowu paliła. Ojciec wyglądał na lekko nieprzytomnego.
- Jest tak blisko - powiedziała w końcu ciocia. - Nie sądzisz, że najwyższy czas zakopać różdżkę niezgody. Masz teraz sposobność.
Aberforth Dumbledore ani drgnął, milczał.
- Ile to już trwa? - Rozzłościła się ciotka. - Straciłeś kiedyś siostrę, ale brata wciąż masz. Sam go odtrącasz. Sam robisz sobie krzywdę. Co powiesz kiedyś Gracii? Ona powinna mieć rodzinę, sam jeden się nią nie zajmiesz.
Spojrzała na ojca z politowaniem.
- Ty zostaniesz - odparł ojciec. Nie było to pytanie, był to rozkaz, a brzmiał niemal jak groźba.
- Milagros tyle razy cię o to prosiła! - Wykrzyknęła Landra Navarro.
Dla Aberfortha Dumbledore'a to było za wiele. Wbiegł do salonu i niemal wpadł na Gracię. Spojrzał w granatowe oczy córki i twarz mu zesztywniała. Chwilę później dało się słyszeć trzask wyjściowych drzwi.
- TONTO! Imbécil! XIMPLE! ESPUCILO! - Wydarła się ciotka, odwracając się w stronę salonu. W oczach prawie miała łzy.
Lekko zmieszała się, gdy zobaczyła Gracię. Dziewczynka nie wiedziała czy bezpieczniej będzie przytulić się do niej, czy szybko uciekać. Po trzech miesiącach pobytu Landry Navarro w Hogsmeade, wiedziała już, że gdy ciotka zaczyna wykrzykiwać coś po katalońsku lub po hiszpańsku (nie odróżniała jeszcze tych języków), doprowadzona jest do ostateczności, niemal do histerii.
- Chodź, dam ci coś do picia - powiedziała ciotka już spokojnie, gasząc papierosa w doniczce.
Posadziła siostrzenicę przy stoliku, a sama zaczęła krzątać się przy kuchni.
Blat zawalony był kawałkami pergaminu, obok stał odkręcony atrament i niedawno maczane w nim pawie pióro. Dopiero teraz Gracia zauważyła, że ciotka nadal jest roztrzęsiona. Rozmazany tusz pod oczami powiedział jej, że kobieta płakała.
Nie mogąc się dłużej powstrzymać, sięgnęła po jedną z małych karteczek. Ręka cioci wypisała na niej tylko kilka słów:

Alejandro,
Milagros nie żyje. Pogrzeb odbędzie się na dniach.


Proszę, przyjedź,
Landra

Krótki list napisany przez pannę Navarro do starszego brata spowodował, że ból, który Gracia odczuwała przed zapadnięciem w sen powrócił ze zdwojoną siłą. Skoro ma przyjechać nawet wuj, którego nigdy nie widziała... Mama zawsze była bardzo dumna z brata, czego nie można było powiedzieć o jej stosunku do siostry... Ale kochała ich tak samo mocno. Jednak to do Alejandra Navarro ojciec wysłał sowę, gdy stan mamy zaczął się pogarszać. Po długim oczekiwaniu dostał tylko krótki list, że wuj nie może się pojawić, ale zgodziła się przyjechać siostra...
Gracia nie chciała o tym dłużej myśleć. To nie był na to odpowiedni czas. Przejrzała inne karteczki leżące na stole, obok stosu maleńkich kopert. Wszystkie listy brzmiały podobnie, były jednak chłodniejsze niż ten do Alejandra Navarro. Jakby ciotka oznajmiała, że popsuł się jej wachlarz. Dziewczynce zakręciło się od tego w głowie. Poczuła, że ktoś wyciąga karteluszki z jej małych dłoni:
- To nie jest lektura dla ciebie - szepnęła ciocia. Ręce jej drżały, gdy podawała siostrzenicy kubek z czekoladą.
Położyła dziewczynkę spać na rozłożonej w salonie kanapie, zupełnie niepotrzebnie poprawiając poduszki i wygładzając kołdrę.
- Położysz się obok mnie? - Zapytała nieśmiało Gracia. Mama często tak robiła i śpiewała kołysanki, a dziewczynka nie chciała być teraz sama.
- Przyjdę później. Muszę dokończyć to co zaczęłam. Jutro z rana te wszystkie listy muszą znaleźć się na sowiej poczcie.
Gracia patrzyła więc jak ciocia jeden z listów przywiązuje do nóżki ich prywatnej sowy - zapewne była to karteczka do wuja Alejandra, którego chciała jak najszybciej zawiadomić. Sowa zniknęła w ciemności nocy, a Landra Navarro zasiadła do przerwanej pracy. Pisanie kolejnych listów raz po raz przerywane było jej atakiem wymiotów. Świtało już, gdy w końcu położyła się do łóżka.
Ojciec wrócił rano. Nie odezwał się do ciotki, która już nie spała i znów paliła na balkonie, poszedł do kuchni i długo coś pisał. Ciotka wyraźnie też nie miała ochoty przerywać milczenia. Postawiła jednak przed szwagrem filiżankę mocnej kawy, którą łapczywie wypił. Potem zabrał wszystkie listy napisane i zapieczętowane przez nią w nocy oraz swój zwinięty w ciasny rulonik i wyszedł. Gracia ponownie zamieszała widelcem w "amanida catalana", jak ciotka nazywała sałatkę warzywną z wędzonym mięsem, serem i owocami morza, którą próbowała w siebie wcisnąć od godziny. Co prawda od maja przyzwyczaiła się już do "świństw" przyrządzanych przez Landrę Navarro, ale dzisiaj jakoś nic nie mogło jej przejść przez gardło. Ciocia opadła na krzesło obok niej i przetarła opuchnięte i podkrążone z niewyspania oczy. Jeszcze nigdy nie wyglądała tak źle.
- Dziecko, ja wiem, że w obecnej sytuacji nie ja jestem najważniejsza, ale błagam cię, zjedz coś, nie przysparzaj nam zmartwień. - Podparła głowę dłonią.
Boleśnie zapadła Graci w pamięci również wizyta wikarego, tego samego dnia, który przyszedł, aby omówić szczegóły pogrzebu. Ciocia i ojciec byli bladzi. Do Aberfortha Dumbledore'a chyba niewiele docierało. Ciocia wyglądała jakby z trudem powstrzymywała mdłości. Przynajmniej do pewnego czasu. Od połowy rozmowy przestała się hamować i stojąc w oknie dosłownie odpalała jednego papierosa od drugiego.
- I jeszcze ostatnie pytanie - powiedział w końcu wikary. - Co z różdżką pani Dumbledore? Czy mam ją tradycyjnie przełamać nad trumną nieboszczki?
Gracia, która do tej pory specjalnie nie interesowała się tą rozmową nagle zesztywniała. Różdżka jej mamy miałaby zostać zniszczona?!
- Absolutnie nie. - Po raz pierwszy od dłuższego czasu głos ciotki zabrzmiał tak twardo. - Ja ją wzięłam.
- Ale wie pani, że Ministerstwo Magii prowadzi...
- Poinformowałam Ministerstwo o tym, że zabieram różdżkę mojej siostry - przerwała jego wywód Landra Navarro. - Wiem, że w Ministerstwach prowadzi się rejestry różdżek i że należy powiadomić odpowiedni wydział o tym, że przechodzą w inne ręce. Byłam tam dzisiaj z uzdrowicielem, aby zgłosić śmierć siostry i wszystko załatwiłam. Coś jeszcze?
Pogrzeb odbył się następnego dnia. Gracia wprost nie mogła uwierzyć w taką ironię losu, że zza zielonych wzniesień otaczających Hogsmeade wyszło słońce. Powinno padać, powinno wiać, myślała zrozpaczona, gdy ciotka przed wyjściem do kościoła czesała jej jasnobrązowe włosy.
Punktualnie o jedenastej cała trójka opuściła dom. Szli przez wioskę w stronę kościoła i znajdującego się obok cmentarza odprowadzani współczującym wzrokiem przechodniów. Aberforth Dumbledore w swojej najlepszej, ciemnej szacie wyjściowej i  w wypolerowanych na wysoki połysk butach. Landra Navarro w długiej czarnej sukni z hiszpańskiej koronki, z wachlarzem z czerwonych piór w ręce, w kordobiańskiej kolii z ogromnych rubinów na szyi i ciemnych włosach upiętych na karku w pękaty kok. I ona, malutka dziewczynka, prowadzona za rękę przez ciotkę, z oczami utkwionymi w jeden punkt przed sobą.
Gdy trumna z ciałem Milagros Dumbledore spuszczana była do grobu z gardła Landry Navarro wyrwał się stłumiony szloch, a z oczu jej siostrzenicy popłynęły potoki łez. Z tłumu wystąpił jakiś mężczyzna i obie przycisnął do siebie.
- Alejandro... - wyszlochała ciotka, wtulając twarz w jego szatę.
Wuj Alejandro nie został na długo. Jeszcze tego samego dnia wieczorem wracał do Hiszpanii. Długo jednak rozmawiał ze swoją siostrą, a ciotka po tej rozmowie była w dużo lepszym nastroju, niż przez ostatnie dni...

Landra Navarro położyła jej dłoń na ramieniu. Gracia niechętnie oderwała załzawione oczy od świeżej mogiły matki. Ruszyły miedzy grobami ku cmentarnej bramie. Pod połami szaty ciotki, zarzuconej na cienkie hiszpańskie stroje, szeleściły pierwsze opadłe liście, a zieleń Hogsmeade zaczęła zastępować cała paleta barw. Wielkimi krokami nadchodziła jesień i nic nie można było na to poradzić. Czas płyną dalej choć nie było już Milagros Dumbledore. Jej siostra - Landra Navarro, też miała wkrótce zniknąć z życia Gracii i zapewne tak by się stało dużo szybciej, gdyby nie pewne wydarzenie, które miało miejsce w nocy poprzedzającej pierwszy dzień września.
Owa noc była ciepła. Liści drzew nie muskał choćby najmniejszy powiew wiatru. Salon w domu Aberfortha Dumbledore'a rozjaśniało ciepłe, choć słabe światło lamp naftowych. Ciotka, po powrocie z Londynu, gdzie udała się z samego rana, aby zarezerwować transport do Barcelony, zdążyła już przebrać się w krótką czarną koszulkę nocną. Jak zwykle otulała się zwiewnym, granatowym szlafrokiem, tym samym, który miała na sobie w dniu śmierci swojej siostry. Gracia ze smutkiem obserwowała zabiegi cioci, mające na celu przygotowanie łóżka do spania. Kochała tatę, ale nie chciała zostać z nim sama.
Nagle dwie rzeczy wydarzyły się równocześnie. Zawiał wiatr i usłyszały lekki trzask. Koc trzymany przez ciotkę upadł na podłogę, gdy schyliła się, aby go podnieść do pokoju ktoś wszedł. Był to wysoki, szczupły mężczyzna w bogato zdobionej szacie czarodzieja, wysokiej tiarze i okularach połówkach, sponad których pobłyskiwały jasnoniebieskie oczy - takie same jak oczy taty dziewczynki. Landra Navarro lekko uniosła głowę i spojrzała w nie, a Gracia już wiedziała, że do świata ciotki wkroczyła nowa osoba.
- Pomogę - powiedział mężczyzna, podnosząc koc.
Ciocia się wyprostowała. Znali się. Na pewno się znali, nie musieli się sobie przedstawiać. Landra Navarro przez chwilę milczała, starając się zapanować nad tym co szalało w niej w środku.
- Co cię do nas sprowadza? - Zapytała w końcu, siląc się na obojętność.
- Wróciłem właśnie do Wielkiej Brytanii i już w Ministerstwie otrzymałem list od Aberfortha. Landra, tak mi przykro - powiedział mężczyzna, ze smutkiem patrząc na ciotkę.
- Najważniejsze, że przyjechałeś. Aberforth jak zwykle jest w Pubie pod Miotłą. Powinien wrócić niebawem... Mam nadzieję, że uda się wam porozmawiać - odparła Landra Navarro dziwnie się uśmiechając. - Zaraz zrobię kawy, albo czekolady... Ale najpierw musisz kogoś poznać...
Spojrzała na nieco zdezorientowaną siedmiolatkę.
- Przedstawiam ci twoją bratanicę, a moją siostrzenicę Gracie - powiedziała. - Gracia, to twój stryj, Albus Dumbledore...



Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


2 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

diversus Diversusśroda, 4.maja.2011, 09:15
62.244.140.235

o, fan ficition HP, jak ja to lubię :) ciekawie się zapowiada, pewnie będę śledzić dalsze notki. bardzo ładnie piszesz, powodzenia w dalszym pisaniu ;)
hm.. widzę że jeszcze nie masz szablonu. chciałabym Cię poinformowac o stronie z dodatkami: www.diversus.glt.pl (jeśli ten link nie będzie działał to można przez http://kaoru_site.w.interii.pl/index.html ), dużo dodatków w różnorodnych kategoriach :)
powodzenia w prowadzeniu bloga, jak już mówiłam ^^
pozdrawiam serdecznie

siostra siostra.sobota, 21.maja.2011, 17:23
83.7.94.137

średnie

Mój Profil




Na tym blogu było czytelników.

Dodaj do ulubionych
Bohaterowie
Księga Gości

SZKLANA KULA

Kolejny rozdział Gracii pojawi się:

9 MAJA 2012

Wszystkie osoby, które pragną zostać o nim poinformowane zachęcam do wpisywania się do księgi gości lub komentowania poprzednich wpisów.




Rozdziały
1. Pro memoria
2. Nutka Amortencji
3. Szef Departamentu Sekretów i Tajemnic
4. Burza
5. Łzy nic nie pomogą
6. Nigdy mnie nie opuszczaj

Sponsorzy


Tiara Czarodzieja




Szablony, avatary...

Dyskusja


Polecani
Opowiadania HP
Orla Black
Aurora Sinistra
Syriusz Black
Samanta Lestrange
Rita Skeeter
Gilderoy Lockhart
Bella Black
Monika Dursley
Flavia Labollay
Anastasia Labollay
Laura Sylvanus

Ocenialnie
Azkaban Will Eat You
SUM
Oceniam Wyobraźnię
Felix Felicis
Oceniam
Niecodziennie
PWN
Q-Py-Blok
Narcissism
Orto-Nazi
Żar Ocen
Kompania Ocenowa
Ława Przysięgłych
Talking About
Profesjonalne Oceny Blogów
Era Krytyki

Czytelnia
Elfka Mortycja
Narcyza Malfoy
Myśli Severusa
Charlie Dawson
Carrie Eelyop
Amon Carter
Monica Verne



Credits
Layout wykonała Lizziey, html stworzyła Izumi. Tylko i wyłącznie na potrzeby Gracii Dumbledore. Nie kopiuj! Więcej szablonów znajdziesz na Diversusie.