Powrót

Nutka Amortencji

wtorek, 19.lipca.2011, 21:53
Na początku chciałam bardzo podziękować Lizziey za wykonanie wspaniałego szablonu (wiem, że nie było ze mną łatwo), który jest równocześnie... hiszpański i magiczny oraz Izumi, rzecz jasna za kod html.





Był poranek po owej niespodziewanej wizycie. Gracia z ciotką i ojcem siedziała w kuchni przy śniadaniu. Przez okno wpadały promienie wrześniowego słońca. Ciocia utkwiła niewidzące spojrzenie w swój bilet na pociąg z Hogsmeade do Londynu i z Londynu do Barcelony. Jej ręce lekko drżały, nic nie jadła. Ojciec też był jakiś nieswój.
- O której masz pociąg? - zapytał w końcu szwagierkę.
- To już dzisiaj? - Gracia lekko drgnęła, wylewając odrobinę kawy zbożowej.
- O dziewiątej wieczorem - odparła ciotka martwym głosem. - Odjeżdżam tym samym pociągiem, którym przyjadą uczniowie do Hogwartu.
Pół dnia pakowania, podczas którego różne rzeczy wypadały Landrze Navarro z rąk. Potłuczone flakoniki perfum i fiolki z eliksirami. Ojciec wybył z samego rana i tyle go widziały.
- Nie wiem, co ja z tobą zrobię, jak nie wróci do dziewiątej - mruknęła ciocia, zbierając szczątki porcelanowej filiżanki. Po raz kolejny użyła zaklęcia "Reparo!" i szkoda została naprawiona.
- Sama nie wiem - odpowiedziała Gracia. - Może zabierzesz mnie ze sobą.
- I kto się tam tobą zajmie? - Ciotka zerknęła na nią sponad walizki.
- Może ty?
- To już lepsza opieka twojego ojca.
Dziewczynka miała co do tego poważne wątpliwości, ale skoro ciocia tak twierdzi, to chyba wie co mówi.
Landra Navarro zaczęła zbierać kolejne rzeczy, od czasu do czasu spoglądając na siostrzenicę. Chwilami zachowywała się tak, jakby chciała coś powiedzieć, czasami nawet już otwierała usta, ale zmieniała zdanie.
- Nie mówisz po hiszpańsku - wypali w końcu. - Tym bardziej po katalońsku. Może przyjedziesz do mnie na święta... albo na wakacje. Cholera jasna!
Z rąk cioci wyślizgnął się flakonik jakichś perfum i rozbił się w drobny mak. Pomijając słodką kwiatową woń, Gracia wyczuła też zapach mokrych, jesiennych liści, truskawki i gorącą czekoladę. Landra Navarro wzruszyła ramionami:
- Trudno... Na pewno nie jedne takie jeszcze dostanę.
W tym samym momencie w kominku za ich plecami coś pyknęło, a kobiecy głos oznajmił:
- Brytyjskie Ministerstwo Magii do pani Landry Navarro.
Ciotka natychmiast się odwróciła, owijając się zwiewnym szlafrokiem.
- Słucham. - Przyklękła przed paleniskiem, w którym tkwiła głowa młodej kobiety o niebieskich oczach i blond włosach.
- Nie jesteśmy w stanie skontaktować się w chwili obecnej z hiszpańskim Ministrem Magii don Alejandro Navarro - powiedziała bardzo oficjalnie kobieta.
- A to dlaczego?
Ciotka wdała się w rozmowę z "gościem". Gracia po raz pierwszy widziała ją tak zdecydowaną, nawet zdesperowaną. Landra Navarro nawet nie zorientowała się, kiedy odwiedził je ktoś inny.
Albus Dumbledore stanął w drzwiach i z uwagą obserwował odwróconą do niego tyłem kobietę. Kąciki jego ust, osłonięte bujną brodą, uniosły się w lekkim uśmiechu.
- Co tutaj tak ładnie pachnie? - zapytał, gdy ciotka skończyła rozmowę.
Landra Navarro lekko drgnęła, ale gdy się odwróciła, na jej twarzy gościł już zwyczajny, trochę zalotny, a trochę ironiczny uśmiech. Potrafiła zachować fason.
- Nic takiego. Potłukłam flakonik z perfumami z nutką Amortencji. Podobają ci się? - Ruszyła w stronę kuchni. - Napijesz się czegoś? Może... herbaty.
Od strony kuchni dało się słyszeć trzaskanie szafkami i szuranie kubków.
- Tak się zastanawiam... Może dałybyście się z Gracią zaprosić na spacer po okolicy? - zapytał wujek.
Zza framugi drzwi wyłoniła się głowa ciotki:
- Chyba żartujesz. Już dosyć naoglądałam się tej... okolicy.
Wyjeżdżam wieczorem.
- Do wieczora mamy jeszcze dużo czasu. Po co go marnować?
- Ciociu, obiecałaś wczoraj wujkowi, że zabierzemy go na cmentarz - wtrąciła Gracia, widząc w tym promyk nadziei.
- A z tego, co widzę jesteś już całkiem spakowana - dodał wujek, celując różdżką w kufer, który sam się zapakował.
Ciocia zaniemówiła i stała przez chwilę jak zamurowana. Wyglądała jakby się poważnie nad czymś zastanawiała. Gracia wbiła w nią błagalne spojrzenie, więc unikała jej wzroku.
- Dobrze, tylko się ubiorę - powiedziała w końcu. - Co prawda myślałam...
Landra Navarro zaczęła przewracać rzeczy w swoim kufrze w poszukiwaniu czegoś, co mogłaby założyć na taką wycieczkę. Potem zniknęła w łazience.
- Usiądź wujku - powiedziała Gracia, która poczuła się teraz gospodynią domu. - To może chwilę potrwać.
Z przebierankami cioci miała już jako-takie doświadczenie. Jej wizyty w łazience trwały co najmniej kilkadziesiąt minut, w porywach do kilku godzin.
Wujek poprawił okulary i rozsiadł się wygodnie na kanapie. Gracia natychmiast przysiadła na poduszce po drugiej stronie stolika kawowego.
Była to dużo wygodniejsza pozycja do zadawania pytań. Nie wiedziała jednak jak zacząć, zauważyła natomiast, że oczy Albusa Dumbledore'a mają taki sam jasnoniebieski kolor jak jej i jej ojca. Wujek chyba zauważył to badawcze spojrzenie, bo zerknął na dziewczynkę sponad swoich okularów połówek.
- Dlaczego mi się tak przyglądasz?
- Co to jest Amortencja? - zapytała natychmiast Gracia.
- Najsilniejszy eliksir miłosny jaki istnieje - odpowiedział śmiejąc się Albus Dumbledore. - Ale z tego co słyszałem, twojej cioci to niepotrzebne.
- A skąd ty masz takie dokładne informacje na mój temat? - rozległ się głos Landy Navarro.
W pełni ufryzowana i ubrana stała w drzwiach łazienki. Dzisiaj miała na sobie ciemnozieloną atłasową suknię, o dziwo, z długimi rękawami.
- Czytywałem ostatnio hiszpańską prasę - odparł wujek.
- Ach, no tak, zapomniałam. Niektórych do Hiszpanii nie powinno się wpuszczać - odgryzła się ciocia. - Ale tak... inteligentna osoba jak ty, powinna wiedzieć, że wszystkie te bzdury trzeba dzielić przynajmniej na pół.
W jesiennym słońcu przeszli ulicą na łąki otaczając Hogsmeade. Prawie nie było tutaj domów. Tylko nieliczne zagrody, w których wieśniacy hodowali świnie i owce. Nie zatrzymali się jednak, dopóki nie dotarli do wzniesień za wioską, upstrzonych wyrastającymi z ziemi skałami i ogromnymi głazami.
Ciocia znów była ponura i milcząca, jakby nieobecna. Za to wujek Albus... Kroczył z zadowoloną miną, czasami nawet pogwizdując pod nosem. Już przy pierwszym spotkaniu zrobił na Gracii bardzo dobre wrażenie. W przeciwieństwie do swojego brata, był pogodny, oczytany, dobrze wychowany - wręcz ugrzeczniony. Był zupełnym przeciwieństwem ojca dziewczynki, nawet ciocia Landra i jej matka były do siebie bardziej podobne. Młodej czarownicy wydawało się wręcz nieprawdopodobne, aby rodzeństwo mogło być  tak różne.
Nie oznaczało to, że Gracii przeszkadzał sposób bycia Aberfortha, ale na pewno przeszkadzał cioci Landrze. Najczęściej, pomijając hiszpańskie przekleństwa, wyzywała go od wyuzdanych opijusów. Na przykład nad ranem, gdy wrócił w bardzo nietypowym stanie. Dziewczynka miała więc nadzieję, że znalezienie ciotce zgoła odmiennego towarzystwa spowoduje, że Landra Navarro zostanie u nich choć trochę dłużej. Wbrew jej zapewnieniom, nie do końca dała się przekonać co do tego, czy jej ojciec bez pomocy będzie w stanie otoczyć ją należytą opieką. A jeśli nie, to na pewno kobiety z Hogsmeade się o tym dowiedzą i Bóg jeden raczy wiedzieć, co się z nią stanie. Całkiem niedawno we wsi był jeden chłopiec, któremu zmarła mama. Przyjechali po niego urzędnicy z Ministerstwa Magii i słuch po nim zaginął. Gdyby ona miała stracić jeszcze ojca, chyba by tego nie przeżyła. Już pal licho, jaki los by ją czekał. Dlatego też tak bardzo zależało jej na tym spacerze i była gotowa do granic możliwości naciskać na ciotkę, aby się nań zgodziła. Wujek Albus był idealnym kandydatem na... inteligentne towarzystwo dla Landry Navarro. Przecież sama go jako takiego określiła. I co wynikało z ich wcześniejszych rozmów - dobrze się znali.
Rozłożyli koc nad brzegiem strumyka przepływającego wśród skał. Było to przyjemne zacienione miejsce w połowie wzgórza. Ciocia z pomocą wujka Albusa, zaczęła wyjmować z koszyka piknikowego różne, ledwo zauważalne przekąski, które wcześniej do niego zapakowała, a nazywała je tapas. Były wśród nich grzyby smażone z czosnkiem, krokiety - z ryby i z kurczaka, małże z pociętymi w kostkę pomidorami i ziemniaki z sosem chili. Większość tych rzeczy Gracia uważała za niezjadliwe, ale wujka najwyraźniej te przekąski nie dziwiły. No tak, ostatnio trochę czasu spędził w Hiszpanii. Na koniec ciocia wyciągnęła z koszyka cavę, swoje ulubione wino musujące, które musiała dobrze ukrywać przed ojcem, bo dobranie się do niego przez Aberfortha Dumbledore'a oznaczało ostatnio, że na jedno posiedzenie pójdzie cała butelka.
- Skąd wzięłaś te rarytasy? - zapytał wujek Albus, gdy najedzona Gracia zaczęła brodzić w strumyku. Woda była chłodna, ale nie lodowata.
- Alejandro przywiózł, gdy przyjechał na pogrzeb Milagros - odpowiedziała ciocia. - Niestety, długo nie da się tego trzymać w ziemiance. Tutaj się tego nie dostanie.
- A na Pokątnej u Hitchensów sprawdzałaś? - podsunął wujek. - Słyszałem, że sprzedają specjały wszystkich kuchni świata w całkiem przyzwoitych cenach.
- Słyszałeś czy wyczytałeś? - rzuciła dość wojowniczo Landra Navarro. - Nawet jeśli, to produkty na pewno nie są tak dobrej jakości, jak u nas w Barcelonie. Poza tym, tłuc się pociągiem do Londynu, tylko po to, żeby zrobić zakupy, to dla mnie żadna przyjemność.
- Zapomniałem już, że nie uznajesz czegoś tak pożytecznego, jak sieć Fiuu...
Gracia przykucnęła nad potokiem i zajęła się puszczaniem kaczek. W tej pozycji dużo łatwiej było podsłuchiwać. Albus Dumbledore mówił wiele ciekawych rzeczy o jej ciotce, a dziewczynka uważała, że im więcej o niej wie, tym łatwiej będzie wpłynąć na jej decyzję, a czasu pozostało niewiele.
- Proszku Fiuu mogę używać do prowadzenia rozmów, ale żeby wejść do kominka musiałabym być szalona - mówiła szybko Landra Navarro. - Od tego można tylko ubabrać się sadzą, a przy okazji załapać jakieś paskudztwo. Publiczne kominki w Wielkiej Brytanii nie są najczystsze.
- Ach, ta twoja sławetna nienawiść do wszystkiego co brytyjskie - westchnął Albus Dumbledore, obserwując poczynania bratanicy.
Puszczanie kaczek w rwącym górskim strumyku nie było proste. Za jednym zamachem udawało się zrobić co najwyżej dwie.
- Gdyby ciebie ktoś zmuszał przez siedem lat do przyjeżdżania do danego kraju, ubierania się po szyję, spędzania zimy w chłodnym zamku, po którym szaleją przeciągi też byś znienawidził to miejsce. - Landra Navarro szybko wylewała całą swoją złość. - Bzdurne tradycje, zwyczaje... Przemądrzałe Angielki, sypiające w koszulkach w obrzydliwą szkocką kratę...
Wujek Albus wybuchnął śmiechem:
- Jeśli w szkocką kratę, to na pewno nie Angielki, a Szkotki...
- Wszystko mi jedno!
- Mimo to, wciąż wspaniale mówisz po angielsku. - Albus Dumbledore wyraźnie próbował sprowadzić rozmowę na bezpieczniejsze tory. - A wracając do naszej rozmowy o Londynie. Nasze Ministerstwo nie uznało jeszcze twojego hiszpańskiego prawa do teleportacji?
- Nawet się o to nie starałam - warknęła ciotka. - Od początku zakładam, że nie zostanę tutaj długo.
- Swoją drogą... Gdyby wasze Ministerstwo nie nakładało takich obostrzeń u siebie, gdyby Hiszpania nie była tak zamkniętym krajem dla czarodziejów z zewnątrz, tobie również byłoby łatwiej poruszać się po świecie - zauważył logicznie wujek.
O dziwo, Gracia zauważyła, że od pewnego czasu, jej kamienie, podskakują na wodzie dużo więcej razy niż na początku.
- Mnie to zupełnie nie przeszkadza - odparła Landra Navarro suchym tonem na wysłuchane zarzuty.
- Na Boga, Landra! Przy kontroli osobistej po moim przybyciu do Hiszpanii o mały włos nie wsadzili mi różdżki w...
- Skoro wyglądałeś tak podejrzanie - przerwała mu ciotka, ale pierwszy raz od początku rozmowy się uśmiechnęła. - I oszczędź mi informacji, gdzie ci chcieli wsadzić różdżkę. Dzięki stosowaniu takich procedur mamy święty spokój od czarnoksiężników z zewnątrz, a co rusz gdzieś na świecie pojawia się jakiś wariat. Nie wiem czy pamiętasz, ale Alejandro wprowadził te zabezpieczenia, aby uchronić hiszpańskich czarodziejów, gdy Grindelwald dobijał się do granic naszego kraju.
To Gracię bardzo zainteresowało, więc na chwilę podniosła głowę i spojrzała na dyskutującą parę. Grindelwald był podobno najpotężniejszym czarnoksiężnikiem współczesnych czasów. Został pokonany cztery lata przed tym jak dziewczynka się urodziła, ale o okropieństwach, jakich się dopuszczał, wciąż krążyły smutne legendy.
Nie wiedzieć dlaczego, wujek się zmieszał, ale na twarzy Landry Navarro pojawił się wyraz tryumfu.
- Otóż to - powiedziała.
- A co robicie z własnymi czarnoksiężnikami? - zagadnął Albus Dumbledore. - Palicie na stosie przed gmachem Ministerstwa?
- Nie - odparła najspokojniej w świecie ciocia. - Gilotynujemy w jego podziemiach.
I od tego momentu rozmowa przybrała dużo sympatyczniejszy charakter. Najwyraźniej ciotka wyrzuciła z siebie wszystko co ją gryzło i teraz śmiała się i dowcipkowała, a nawet... flirtowała?! Gracia odkryła też, dlaczego nagle puszczane kaczki zaczęły jej lepiej wychodzić. To Albus Dumbledore celował w kamyki różdżką i powodował, że podskakiwały na falach.
Pomału słońce zaczęło przybliżać się do wierzchołków otaczających okolicę gór.
- Swoją drogą, wydaje mi się, że to odizolowanie Hiszpanii, bardzo ułatwia twojej węgierskiej przyjaciółce wywieranie odpowiedniego wpływu na Razmusa Meszarosa - rzucił w pewnym momencie wujek.
- Skąd to twoje przekonanie, że pogłoski o romansie Meszarosa z Virag są prawdziwe? - żachnęła się ciocia. - Nie przyszło ci do głowy, że prasa może wszystko wyolbrzymiać? O Ministrach Magii mówi się różne rzeczy... Zwłaszcza o takich jak Razmus Meszaros z tą swoją mugolską żoną.
Ponieważ rozmowa znów wchodziła na niebezpieczne tory, Gracia postanowiła dać nura do wody. Potężny plusk przerwał toczącą się dyskusję. Ciocia i wujek natychmiast wyciągnęli dziewczynkę na brzeg.
- Maleïda sigui! Przecież ona się pochoruje! - Landra Navarro, aż złapała się za głowę.
Natomiast Albus Dumbledore ze stoickim spokojem zaczął osuszać włosy i szatę bratanicy przy pomocy różdżki. Zanim ciocia pozbierała wszystkie ich rzeczy, Gracia była już całkiem sucha.
- No to idziemy do domu - powiedziała.
- Możemy skorzystać z teleportacji łącznej, jeśli bardzo ci się spieszy - zaproponował uprzejmie wujek.
- Daj spokój - obruszyła się ciotka. - Potrafię tam zejść w normalny sposób.
Akurat, gdy weszli do domu, w kominku pojawiła się głowa tej samej kobiety, która zebrała burę wcześniej. Rozejrzała się dokoła, dostrzegła ich i powiedziała:
- Hiszpański Minister Magii do pani Landry Navarro. - I bardzo szybko zniknęła.
Zanim ciocia podeszła do kominka, tkwiła w nim już głowa jej brata:
- Landra, nareszcie! Od kilku dobrych godzin próbuję się z tobą skontaktować. Co się stało?
- Si us plau, parlar català . Nie wszyscy muszą wiedzieć o czym rozmawiamy - zbeształa go na powitanie siostra, ale nie dało się ukryć, że bardzo ucieszyła się na widok brata. Zaś ostatnie jej zdanie wyraźnie było skierowane do Graci i Albusa Dumbledore'a.
Przez dłuższą chwilę dyskutowali o czymś zażarcie. W przeciwieństwie do angielskiego, język, w którym rozmawiali wydał się Gracii bardzo ostry i... warczący, ale... piękny. Ponieważ konwersacja się przedłużała, dziewczynka zabrała wujka do kuchni, aby pomógł jej przygotować herbatę.
Chwilę później w holu rozległ się głośny łomot, a do domu dosłownie wtoczył się jej ojciec.
- Buenas noches, señorita! - zawołał, stając na środku salonu i wymachując trzymaną w ręku butelką. - Adiós amigos!
Wyglądało na to, że jest w gorszym stanie, niż po pogrzebie mamy, kiedy sam wypił beczułkę ognistej whisky i poprawił hiszpańską sangrią.
Alejandro Navarro był w głębokim szoku, a jego siostra wytrzeszczyła na szwagra oczy. Potem zamieniła z bratem jeszcze kilka zdań, wuj Alejandro puścił do Gracii oko i zniknął, a ciotka podniosła się z klęczek, trzęsąc się ze złości:
- Zostaję - oznajmiła.
Potem uniosła różdżkę i miotnęła w szwagra zaklęcie z taką wściekłością, że przeleciał przez barierkę tarasu i wylądował w bajorku w ogrodzie.
Albus Dumbledore patrzył na nią z najwyższym podziwem.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


3 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

q-py-blok q-py-blokwtorek, 26.lipca.2011, 19:32
188.47.180.80

Zostałaś oceniona z nr 003.

Pozdrawiamy.

narcissism narcissismponiedziałek, 1.sierpnia.2011, 09:44
188.33.121.180

Witaj!
Chciałabym zawiadomić że Twój blog został oceniony. ;D

Zapraszam!
Pozdrawiam!
Caroline

passionate Anettczwartek, 18.sierpnia.2011, 08:56
83.30.147.149

Witaj kochana coś mnie na padło by przeczytać kolejne twoje ff. Ale, że masz ich tak dużo szczęśliwy traf padł na Gracje. Ładne imię kojarzy mi się z lekkością i pięknem.Ale mniejsza o to.
Szablon to dla mnie szok, ładny jest obrazek widać, że ktoś się zna, ale kolor mnie przeraża.Nie jestem fanką pomarańczowego, nie lubię tego koloru, ale trudno. Taki oczojebny pomarańcz:)
A co do notki masz je tylko dwie troche mało ale jak zaczęłam to nie wypada skończyć. Grajca ma 7 lat i umarła jej mamusia Milagors (hmm znam to imię, a gdzie tleniony?:)Jak ktoś umiera musi być pogrzeb i pojawiają się nowe postacie.Wujek Alejandro?(zadziwiają mnie te imiona, ale choć jest to oryginalne a nie tylko Lily i James.)Hiszpański M.Magi hmm hiszpania taki piękny ciepły kraj, a u nas pogoda taka w kratkę .Zrobiłaś to specjalnie. Oczywiście jak w każdym szanowanym ff musi pojawić się pijaństwo (to chyba tak polska specjalność wiesz z własnych doświadczeń :)Abefor pije mamy siostre zmarłej Landr która jest hiszpanką dumna i wyniosłą - już lubię tą postać. Przypomina mi trochę Cyzie tylko, że jest szatynką.A co do całości narazie akcja się rozwija. Tylko co będzie dalej zastanawiam się. Ja bym nie umiała pisac o 7 latce, nie wiem dlaczego. Twoje ff zaczynają się zazwyczaj gdy bohaterowie mają 7 lub 11 lat. Spróbuj może pisać o postaciach dorosłych albo nastolatka, będziesz mogła dać trochę pikantnych szczegółów,  jakieś namiętne pocałunki albo seks w szopie na miotły :):)
Chce być informowana, mam zamiar przeczytać jeszcze Syriusza ale muszę się zebrać. Uwielbiam młodego Blacka. A kiedy coś nowego na Monice?Bo czekam i czekam a tu lipton.
Pozdrawiam
Pani Malfoy

Mój Profil




Na tym blogu było czytelników.

Dodaj do ulubionych
Bohaterowie
Księga Gości

SZKLANA KULA

Kolejny rozdział Gracii pojawi się:

9 MAJA 2012

Wszystkie osoby, które pragną zostać o nim poinformowane zachęcam do wpisywania się do księgi gości lub komentowania poprzednich wpisów.




Rozdziały
1. Pro memoria
2. Nutka Amortencji
3. Szef Departamentu Sekretów i Tajemnic
4. Burza
5. Łzy nic nie pomogą
6. Nigdy mnie nie opuszczaj

Sponsorzy


Tiara Czarodzieja




Szablony, avatary...

Dyskusja


Polecani
Opowiadania HP
Orla Black
Aurora Sinistra
Syriusz Black
Samanta Lestrange
Rita Skeeter
Gilderoy Lockhart
Bella Black
Monika Dursley
Flavia Labollay
Anastasia Labollay
Laura Sylvanus

Ocenialnie
Azkaban Will Eat You
SUM
Oceniam Wyobraźnię
Felix Felicis
Oceniam
Niecodziennie
PWN
Q-Py-Blok
Narcissism
Orto-Nazi
Żar Ocen
Kompania Ocenowa
Ława Przysięgłych
Talking About
Profesjonalne Oceny Blogów
Era Krytyki

Czytelnia
Elfka Mortycja
Narcyza Malfoy
Myśli Severusa
Charlie Dawson
Carrie Eelyop
Amon Carter
Monica Verne



Credits
Layout wykonała Lizziey, html stworzyła Izumi. Tylko i wyłącznie na potrzeby Gracii Dumbledore. Nie kopiuj! Więcej szablonów znajdziesz na Diversusie.