Nowy Rok! Już tradycją na moich blogach stało się to, że przy pierwszej notce zaglądamy w szklaną kulę i staramy się z niej wyczytać, co takiego przyniesie nam najbliższych 12 miesięcy. Nie możemy więc pozbawić tej przyjemności Gracię.
Zaglądamy i... Chyba coś mąci mój... wewnętrzny wzrok, ponieważ po raz kolejny widzę to samo. Niebawem ostro brzmiący wyraz "OBWIESZCZENIE" zastąpi "Szklana Kula", w której będziemy zamieszczać daty pojawienia się kolejnego rozdziału. A rozdziałów będzie pięć! Podstrona "Bohaterowie" również zniknie, a zastąpi ją "Tezaurus", myślę, że opowiadaniu o Gracii, jak żadnemu innemu to się przyda.
Życzę miłej lektury!
W noc wyjazdu cioci, Gracię leżącą na rozmokłej ziemi znalazła jej rówieśnica, córka właścicieli Pubu Pod Trzema Miotłami, Rosmerta, wracająca do domu z mamą. Poczęstowały ją gorącą czekoladą i odprowadziły do domu. Żadna z dziewczynek nie przypuszczała wtedy jeszcze, że to wydarzenie zaowocuje przyjaźnią na długie lata.
Nie wszystko jednak wyglądało tak różowo - Ognista Whisky, która niegdyś łagodziła ból po stracie żony, teraz pomagała Aberforthowi Dumbledore'owi zapomnieć o odejściu Landry Navarro. Co gorsza, wujek Albus od Nocy Duchów także nie pojawił się w Hogsmeade. Po wiosce krążyły nie do końca potwierdzone plotki, że dyrektor Hogwartu - Armando Dippett ciężko zachorował i wuj musi go zastępować na stanowisku, nie rezygnując przy tym ze swoich obowiązków profesora transmutacji i opiekuna domu Godryka Gryffindora. Trudno było się więc dziwić, że nie miał czasu dla rodziny, z którą wcześniej przez wiele lat nie utrzymywał kontaktu.
Mimo to, w Gracii patrzącej na okna odległego zamku bijące jasnym i ciepłym blaskiem, pomału narastała złość, o to, że wszyscy ją opuszczali, choć była tylko dzieckiem, która chciało mieć jedynie kogoś bliskiego. Zwijała się w kłębek na łóżku, przytulała do ulubionego misia i zmęczona ponurymi myślami zasypiała bez względu na to czy tata tego dnia był w stanie podać jej kolację czy nie.
Bywały dni, kiedy Aberforth Dumbledore zachowywał się całkiem normalnie, palił w piecu, przynosił chleb, kroił go na grube kromki i smarował je masłem lub smalcem. Potem wychodził do pracy, aby przynieść trochę galeonów. Dużo częściej zdarzało się jednak, że nawet nie wracał na noc lub spał w knajpie w takim stanie, że nawet obudzenie go niewiele by zmieniło. Wtedy Gracia w wyrazie buntu wylewała do zlewu zawartość jego butelek, chowała je po kątach, albo podmieniała je na co innego.
W tych dniach znajomość z Rosmertą była dla niej wybawieniem. Choć wiedziała, że nikt, ani ciocia, ani tata, ani tym bardziej mama nie byliby zadowoleni z tego, że sama włóczy się po wiosce, nie miała żadnych skrupułów zakładając kalosze i wychodząc z domu. Skoro dorośli nie mogli się nią zająć, sama się sobą zaopiekuje. Ciągnęła za sobą swoją ulubioną lalkę i szła się bawić z Rosmertą. Przy okazji mogła napić się ciepłej herbaty i najeść ciastek do woli. Gracia przechrzciła swoją lalę z angielskiego Abigail na Estella Imelda, które to były drugimi imionami jej cioci i mamy. Wkrótce zamiast bawić się z przyjaciółką w tak zwany "dom", zaczęły przebierać swoje lalki w czarne i czerwone koronki, wpinać im we włosy kwiaty i dawać do rąk wachlarze. Potem mogły je fotografować, wyciągniętym z szuflady taty Rosmerty aparatem. Czasami do ich zabaw przyłączyła się przyprowadzana przez mamę Melisa Flumme, córka miejscowego magomedyka. Jej pojawienie się zawsze było witane z ogromną radością, bo miała sporą kolekcję cekinów, którymi chętnie dzieliła się z ich lalkami.
Gracia jednak coraz bardziej tęskniła za ciocią Landrą i absolutnie nie podobało jej się, że nie ma o niej żadnych wieści. Podejrzewała, że to sprawka wuja Alejandra. Sprawa wyjaśniła się niedługo później.
Ostrożnie, pod płaszczem, żeby tata tego przypadkiem nie zobaczył, jeśli byłby akurat w miarę przyzwoitym stanie, wyniosła ze swojego pokoju sfinksa-skarbonę, którą dostała od rodziców na czwarte urodziny. Powinno się w niej już uzbierać całkiem sporo monet. Szybko pobiegła do przyjaciółek i podała ją Rosmercie. Chwilę później rozległ się ogromny huk, oznaczający rozbicie sfinksa o kamienną podłogę Pubu Pod Trzema Miotłami. Sama Gracia nie była w stanie tego zrobić, za bardzo przywiązywała się do rzeczy. Podczas gdy Melissa zbierała porcelanowe szczątki, ona z Rosmertą zgarniały do woreczka brązowe knuty, srebrne sykle, a nawet cztery złote galeony.
Ściskając w mokrej od potu ręce, skrupulatnie odliczoną gotówkę, Gracia sama powędrowała do Kącika Magicznego Czytelnika, aby zakupić wypatrzony wcześniej słownik hiszpański. Następnie namówiła przyjaciółki, aby przy popołudniowej herbatce dla lalek, pomogły jej napisać list do gazet, które zostawiła ciocia Landra z prośbą o przysyłane nowych egzemplarzy. Może z nich się czegoś dowie, w końcu pisywali o siostrze Ministra Magii.
Pisanie nie było jeszcze mocną stroną Gracii, wolała czytać. Litery były ogromne i koślawe, na szczęście chwilę późnej wyręczyła ją Melissa, która już w miarę sprawnie posługiwała się piórem. A koleżanki traktowały Gracię jak dodatkową laleczkę, którą trzeba było się zająć. Z ich hiszpańskiego ciocia Landra na pewno nie byłaby zadowolona, ale jeśli ktoś pomyśli, to zgadnie o co im chodzi.
Sowia poczta znajdowała się zaraz na przeciwko domu Flumme’ów, więc pozwolono im od razu iść wysłać listy. Wybrały trzy największe puszczyki i przywiązały im do nóżek przesyłki do Hiszpanii. Zapłaciły trzy sykle i mogły wracać do picia herbatki i zajadania się biszkoptami.
Jakimś cudem podziałało. Już trzy dni później wieczorem przyszła pierwsza, kolorowa gazeta z tytułem w obcym języku. Sowa, która ją przyniosła, podobnie jak te z "Proroka Codziennego" wymownie domagała się zapłaty za przesyłkę. Gracia nie wiedziała ile powinna jej dać, ale gdy wrzuciła do przywiązanego do jej nóżki woreczka sykla, ptak odleciał. Stwierdziła więc, że zapłaciła godziwą cenę.
Już na jednej z pierwszych stron trafiła na fotografię cioci Landry z jakimś brązowowłosym, otyłym mężczyzną. Trzymali w rękach szampanówki i o czymś zawzięcie dyskutowali, uśmiechając się co chwilę. Podpisano je "Landra Navarro y Fierabras Bantsoen, enero 1956". U dołu było inne zdjęcie cioci, chyba obecne. Siedziała niemal nieruchomo ze wzrokiem utkwionym w przestrzeń.
Przez chwilę w Gracii walczyła niechęć do nudnego tłumaczenia tekstu z pragnieniem dowiedzenia się o co chodzi w artykule.
Niebawem podeszła do szafki nocnej, wyciągnęła z niej słownik, pióro oraz atrament, położyła się na łóżku, posadziła przed sobą ulubionego pluszaka i zabrała się do pracy. W końcu tekstu nie było tak dużo.
Promienie porannego słońca wpadły do pokoju Gracii przez przybrudzone szyby. Pościel zdobiły atramentowe kleksy, a obok głowy dziewczynki śpiącej z nogami na poduszce leżał zapisany dziecinnym pismem kawałek pergaminu:
CZY TO KONIEC TEJ MIŁOŚCI?
Landra Navarro (l.29) i belgijski minister magii Fierabras Bantsoen (l. 45) byli parą od stycznia bieżącego roku. To wyjątkowo długo jak na naszą szefową Departamentu Sekretów i Tajemnic, która zwykła zmieniać partnerów szybciej niż wachlarze. Co więcej, nigdy tego nie ukrywała. Gdy związała się z Bantsoenem złośliwi twierdzili, że to chwilowy kaprys lub część polityki zagranicznej jej brata, Ministra Magii - Alejandra Navarry (l. 35) - podobne spekulacje pojawiały się już podczas niektórych wcześniejszych związków panny Navarro.
Tym razem, siostra naszego Ministra wszystkich bardzo pozytywnie zaskoczyła. Umowy z Belgią zostały podpisane (z ogromnymi korzyściami dla Hiszpanii), a ona nadal trwała w związku z Bantsoenem. Pojawiły się nawet plotki o ślubie, podsycane tym, że Landra Navarro przestała uczestniczyć w życiu publicznym i przez ponad pół roku nie wywołała żadnego skandalu. W nieco dwuznacznej sytuacji można ją było zobaczyć tylko na początku października, gdy brytyjski tygodnik "Czarownica" opublikował jej zdjęcie z panem Rodrigiem Porfirio (l. 39). szefem Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów na spotkaniu z brytyjskim Ministrem Magii w operze w Edynburgu.
- Oboje byliśmy tam służbowo - mówił naszym dziennikarzom pan Porfirio, prywatnie przykładny mąż i ojciec. - A jeżeli trzymaliśmy się pod ramię, to tylko dlatego, że traktuję Landrę jak damę. Raczej nie powinno to przynieść uszczerbku na honorze pana Bantsoena.
To może i nie, ale ostatnie doniesienia na pewno nie przyniosą mu dobrej sławy. Co prawda, pani Landra Navarro nie skomentowała plotek o rzekomej zdradzie Fierabrasa Bantsoena, ale wiadomo, że nie chciała z nim nawet rozmawiać, gdy przyjechał do niej z bukietem róż i przez pół nocy dobijał się do drzwi jej mieszkania.
Wzburzony zachowaniem niedoszłego szwagra, Alejandro Navarro nie był tak subtelny:
- Moja siostra została oszukana i zdradzona - odparł, pytany o całe zajście. - Nic dziwnego, że zareagowała tak emocjonalnie. Bardzo proszę, aby dali jej państwo czas na odzyskanie równowagi. Wtedy zapewne odpowie na wszystkie pytania.
Za to belgijski Minister Magii, tak tłumaczy się na łamach swojej rodzimej gazety codziennej:
- To była tylko wila. Przecież wiecie jak one działają na człowieka. Nie spoczną, aż nie dopną swego celu. Komu z was udało się im oprzeć?
Wila, nie wila, pani Navarro poczuła się zdradzona i nie zanosi się na to, aby jej uczucia uległy zmianie. A że wiemy, iż łatwo nie wybacza, panu Bantsoenowi pozostaje nam życzyć szczęścia na dalszej, samotnej drodze życia.
Gracię obudziło dziobanie ich prywatnego puchacza - Promyka, którego nie widziała od kilku tygodni. W tym samym momencie usłyszała, że ktoś dobija się na dole do drzwi. Szybko zbiegła na dół, potykając się o porozrzucane przez nią byle ja buty.
- No nareszcie! - powitała ją Rosmerta. - Już myślałam, że cię nie ma.
Gracia zupełnie zdębiała na widok przyjaciółki i jej mamy.
- Dzień dobry - wydukała.
Kobieta uśmiechnęła się do niej, ale zanim zdążyła coś powiedzieć, Rosmerta już wpakowała się do przedpokoju i zaczęła zdejmować pelerynę:
- Robiłyśmy z mamą porządek w mojej szafie - mówiła. - Pomyślałyśmy, że może coś ci się spodoba.
Pani Woodcroft z niesmakiem rozejrzała się po zabałaganionym salonie i zajrzała do zabrudzonej kuchni. Od wyjazdu cioci Landry nikt tutaj nie sprzątał:
- Twój tata jest w domu? - zapytała.
- N-nie wiem - wykrztusiła Gracia, podczas gdy Rosmerta, zupełnie nie przejmując się nieporządkiem, zaczęła wyrzucać na kanapę różnokolorowe szmatki z przytaszczonej przez nie walizy.
- A jadłaś coś dzisiaj? - dopytywała jej mama.
Gracia pokręciła głową:
- Dopiero teraz wstałam - usprawiedliwiła się.
- Co?! - zdziwiła się Rosmerta. - Przecież już południe.
- Przejrzymy te rzeczy, a potem zabierzemy cię na porządny obiad - zdecydowała Susan Woodcroft. - Bardzo ostatnio wychudłaś.
- I jesteś mniejsza ode mnie - dodała jej córka. - Na pewno coś będzie na ciebie pasowało.
Zanim jednak Gracia tego dnia wyszła z domu, nakarmiła Promyka i oprawiła w ramkę wycięte z gazety zdjęcie cioci, przykrywając fotografię taty.
Gdy Melissa dowiedziała się o prezencie, jaki Gracia dostała od Rosmerty, również postanowiła jej coś dać. Na kolejne spotkanie przyniosła całe pudełko swoich ozdób do włosów.
- Widziałam, że twoje wstążki całkiem się postrzępiły - powiedziała. - A ja mam tego za dużo. Wybieraj co chcesz, rodzice pozwolili mi się z tobą podzielić.
A gdy Gracia wzbraniała się od przyjęcia jakiegokolwiek prezentu, Melissa z Rosmertą same zaczęły wybierać w czym będzie jej dobrze.
- Na pewno te błękitne kokardy - mówiła Melissa. - Ja mam rude włosy i obrzydliwie wyglądam w tym kolorze, ale babcia się uparła. Tobie będą pasować.
- I spinkę feniksa - dodała Rosmerta. - Jest taki ładny, a u ciebie wcale go nie widać...
Gdy coś mokrego i potarganego wpadło do Trzech Mioteł otwartymi przez nowoprzybyłych gości drzwi, mocno się zdziwiły. Jeszcze bardziej, gdy to coś wylądowało na ich stoliku, omal nie przewracając ich kubków ze spienionym, podgrzanym kremowym piwem - w tej formie smakującym nawet lepiej niż zwykle. Kiedy przyjrzały się temu dokładniej, zrozumiały, że jest to sowa ze zwiniętą w rulonik, owiniętą w folię gazetą. Gracia od razu domyśliła się, co to takiego i sięgnęła do kieszeni po kilka knutów. Zaledwie dokonała opłaty sowa, choć mocno sfatygowana, wyleciała z pubu przez pobliski kominek.
- Te hiszpańskie sowy są wprost nie do zdarcia - skwitował całe zajście tata Rosmerty, który pomagał dzisiaj obsługiwać gości, a w tej chwili zaglądał Gracii przez ramię na rozwiniętą gazetę. - Ooo, i widzę, że twoja ciocia też wcale nieźle potrafi się bawić.
W rzeczy samej, pierwszą stronę zdobiło zdjęcie Landry Navarro tańczącej na stole w jakiejś tawernie.
- Zna pan hiszpański? - zapytała, widząc, że mężczyzna wodzi wzrokiem po tekście.
- Trochę - odparł pan Woodcroft.
- Przetłumaczy mi pan?
- No cóż - westchnął tata Rosmerty, ale przysiadł się do ich stolika. - Landra Navarro (lat, 30)... Aż tyle? - zdziwił się. - (lat, 30), szefowa departamentu... bla, bla, bla... wyraźnie źle znosi rozstanie z Fierabrasem Ben... Ban...
- Bantsoenem - podsunęła Gracia.
- Otóż to... Dalej tytuły wspomnianego pana... Większość czasu spędza w pracy. Wczoraj... gazeta jest sprzed tygodnia... Wczoraj jednak postanowiła najwyraźniej odreagować i zabawić się jak za dawnych lat. Zaraz po skrupulatnym wypełnieniu swoich zawodowych obowiązków... itd. ... wraz ze swoją przyjaciółką, węgierską aktorką, Virag Simolin (l. 29), wybrała się do tawerny znajdującej się na magicznych terenach w pobliżu ministerstwa. Śmiała się, dowcipkowała, wypiła kilka kieliszków cavy... - zawahał się.
- Niech pan czyta dalej.
- ... Poprawiła drinkiem wściekłej czarownicy, wskoczyła na stół i jak w dawnych czasach, zatańczyła flamenco. Występ, choć nie do końca trzeźwej artystki, wywołał zachwyt wśród przebywających w tawernie mężczyzn i nie tylko. Po tym incydencie zeszła ze stołu i jakby nigdy nic rozmawiała i bawiła się z obecnymi tam czarodziejami. Wyszła dopiero o szóstej rano, a przed dziewiątą zjawiła się w swoim departamencie, gotowa do pracy... Ładnie.
- Ciocia też jest nie do zdarcia - skwitowała Gracia.
Tego wieczoru tata Rosmerty odprowadził ją do domu, gdyż uważał, że dzieci nie powinny chodzić same po zmroku. Choć Hogsmeade było tak małą wioską, że wszyscy się w niej znali, odczekał nawet aż wejdzie do środka.
Tam jednak czekały na nią nowe "atrakcje". Na kanapie, jak to miał w zwyczaju, chrapał Aberforth Dumbledore, a Promyk zjadał porozrzucane po podłodze orzeszki piniowe - ostatnie jakie ostały się w ich domu. Przy tacie na stoliku leżała rozłożona gazeta "Czarownica", której redaktorzy lubowali się w plotach "z wielkiego świata", przywalona niemal pustą butelką pitnego miodu. Nawet spod niej trudno było nie dostrzec wielkiego tytułu: "Kolejne polityczne podboje Hiszpanii".
Zaciekawiona Gracia przesunęła butelkę. Jej oczom ukazała się kolejna nowa fotografia cioci. Tym razem Landrze Navarro towarzyszył jakiś elegancki, dobrze zbudowany, szpakowaty mężczyzna. Dziewczynka uniosła brwi i zaczęła czytać:
Jeżeli w ostatnich latach mówi się o nowych międzynarodowych umowach Hiszpanii, stale przewija się przez nie osoba niespełna trzydziestoletniej Landry Navarro, młodszej siostry hiszpańskiego ministra magii. Złośliwi spekulują, że jest ona główną rękojmią zagranicznej polityki Navarry. W jego ministerstwie (i nie tylko jego), utarło się już powiedzenie "Gdzie Alejandro nie może, tam Landrę pośle". I trudno się temu dziwić, skoro większość korzystnych dla hiszpańskich czarodziejów umów międzynarodowych zostało podpisanych przy jej udziale. A ściślej mówią przy skłonności panny Navarro do romansowania z wysoko postawionymi urzędnikami. Wystarczy wspomnieć jej krótki związek z szefem Departamentu Przestrzegania Prawa Danii - Mikkelem Stromem (rok 1949), szefem francuskiego Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów - Pierrem LaVallem (rok 1951), czy obecnym Minstrem Magii Włoch - Marcello Schiavone w roku 1952, choć wtedy był tylko marnym prototypem ministra, ale posiadał duże wpływy w Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów, której w owym czasie Landra Navarro (w wieku 25 lat!) została nowym członkiem. Zagadką pozostają także jej dziwne relacje z węgierskim Ministrem Magii - Razmusem Meszarosem.
Niespełna miesiąc temu głośne było jej rozstanie z Fierabrasem Bantsoenem (ministrem belgijskim, lat 45), który "zdradził" ją z wilą, a ona już pojawiła się w teatrze ze świeżo rozwiedzionym szwajcarskim Ministrem Magii - Florianem Valais'em (lat, 52) i to w bardzo zażyłych stosunkach (na co niezbicie dowodzą dodane do artykułu zdjęcia). Nasuwa się więc pytanie czy to jest miłość, szukanie pocieszenia w ramionach nowego kochanka, czy może próba załatwienia nowego kontraktu dla Hiszpanii przez jej brata. Wszyscy chcielibyśmy wierzyć, że to pierwsze - na pewno wiele czarownic uspokoiłoby się, wiedząc, że najsławniejsza famme fatale naszych czasów w końcu wyszła za mąż, ale jeśli tak, to zagadką pozostaje czy panna Navarro rozstała się z poprzednim wysoko postawionym partnerem z powodu urażonej dumy po wspomnianej wcześniej pseudo-zdradzie, czy może dlatego, że zakochała się w innym i szukała w miarę subtelnego wyjścia z tej sytuacji.
A patrząc z drugiej strony, czy Florian Valais nie rozwiódł się przez swoją nową ukochaną?
Póki co czekamy na dalszy rozwój wydarzeń i pozostajemy z nadzieją, że dzięki tej parze będziemy mieli o czym pisać przez następne miesiące i nie zawiedziemy się na nich tak, jak na duecie węgierski Minister Magii - Razmus Meszaros i jego rodaczka, aktorka Virag Simolin, którzy zdementowali plotki na swój temat i więcej się razem nie pokazali.
Gracia wiedziała, że "Czarownica" to podły szmatławiec, ale żeby aż tak?!
- O, wróciłaś już. - Dziewczynka aż podskoczyła na dźwięk głosu ojca. - W kuchni zostawiłem ci jedzenie.
Przewrócił się na drugi bok i znowu zasnął.
Całe szczęście, że Gracia dała się namówić rodzicom Rosmerty na zjedzenie z nimi późnego obiadu, zanim poszła do domu, bo "jedzeniem" które jej tata zostawił była tylko na oko dwucalowej grubości pajda czerstwego chleba i kilka skwarków przypalonego boczku. Pewnie znów położyłaby się spać głodna. A tak podzieliła się z Promykiem i powłócząc nogami poszła do swojego pokoju.
Zanim położyła się spać, oprawiła w kolejną ramkę zdjęcie Landry Navarro tańczącej na stole.
Długo jednak nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok, a z jej głowy nie mógł w żaden sposób ulecieć przeczytany niedawno artykuł. Bo jeśli ciocia się zakochała, jeśli wyjdzie za mąż, to możliwe, że już nigdy jej nie zobaczy... Ciocia będzie miała swoją rodzinę, swoje dzieci i Gracia już nie będzie jej potrzebna…
Zerwała się z łóżka z samego rana, zupełnie zignorowała powitanie taty (będącego w podejrzanie dobrym nastroju) i wybiegła do ogrodu. Nazbierała opadłych żółtych liści, wetknęła w nie kilka zerwanych wrzosów i ostatnią różę, z której nie opadły jeszcze płatki i ile sił w nogach popędziła na cmentarz. Na grób mamy.
- Mamusiu - szepnęła, patrząc na nagrobną płytę. - Mamusiu, proszę, zrób tak, żeby ciocia wróciła.
Położyła bukiecik przy nagrobnym epitafium i odczytała słowa, niedawno wypisane przez Landrę Navarro przy pomocy różdżki:
"Łzy nic nie pomogą,
każda choroba tak się skończyć musi:
człowiek jest swoją najgorszą chorobą -
bój się nie śmierci, lecz zatraty duszy."
Nie rozumiała ich jeszcze. Wiedziała natomiast jedno. Mama jeszcze nigdy jej nie zawiodła. Na pewno teraz też wysłucha jej prośby.
Nastrój:
tagi: